Garncarstwo, Północno - wschodnia Polska.

Autorzy: Jolanta Deptuła, Wiesława Pawlak

lepione_toczone200x142

Trwające na naszym terenie przez tysiąclecia rzemiosło garncarskie, produkujące użytkowe naczynia gospodarcze, choć wydaje się to nieprawdopodobne, z końcem wieku XX przestało istnieć.

Glina jest jednym z surowców najwcześniej wydobywanych przez człowieka. Eksploatowanie jej złóż nie nastręczało trudności, gdyż występowała powszechnie i była łatwo dostępna. Stosowano ją w budownictwie, wykorzystywano do budowy wałów obronnych, ale przede wszystkim stanowiła podstawowy surowiec do wytwarzania naczyń. W tym przypadku wymagała jednak specjalnej obróbki: po wydobyciu pozbawiano ją naturalnych zanieczyszczeń, dodawano wodę oraz domieszki schudzające ułatwiające suszenie i wypał. W pradziejach był to piasek, rozkruszone kamienie lub domieszki organiczne - trawa, potłuczone muszle. W czasach nowożytnych dokładano piasek lub chudą glinę. Poprzez dokładne wyrobienie otrzymywano plastyczną masę, z której uformowane i wypalone wyroby określamy nazwą - ceramika (od greckiego słowa keramos = glina, ziemia). Termin ten obejmuje więc nie tylko różne naczynia, ale również przęśliki do wrzecion, ciężarki do sieci, cegły, płytki posadzkowe, dachówki, kafle. Najbardziej znaczącą grupę wyrobów ceramicznych stanowią różnego rodzaju naczynia użytkowe, a więc garncarstwo w dosłownym znaczeniu tego słowa. Towarzyszy ono mieszkańcom północno-wschodniego Mazowsza, terenu, który nas interesuje, od około sześciu tysięcy lat. Występowanie różnych form naczyń glinianych oraz techniki ich wyrobu możemy prześledzić w oparciu o wyniki badań archeologicznych, historycznych i etnograficznych oraz duży zbiór naczyń, które zostały zgromadzone w Muzeum Północno - Mazowieckim w Łomży.


Rodzą się w łonie ziemiRodzą się w łonie ziemi

Kanonik krakowski, Jan Długosz, w Rocznikach czyli kronikach sławnego Królestwa Polskiego odnotował wielką osobliwość polskiej krainy " ...rodzą się w łonie ziemi garnki, same z siebie, wyłącznie sztuką przyrody, bez jakiegokolwiek dopomagania ludzkiego, wszelkiego rodzaju i różnych kształtów, do tych podobne, których używają ludzie, delikatne wprawdzie i miękkie, gdy tkwią jeszcze w rodzinnym swym gruncie w ziemi, przecie gdy się je wyjmuje, stają się szczelne i stwardniałe na słońcu i wietrze. Stwarzane są w najróżniejsze kształty i wielkości nie inaczej, jak gdyby wyrabiane sztuką garncarską. I co uważam za tym dziwniejsze, że ich płodność i naturalne rozmnażanie nigdy się nie zmniejszyły, choć ziemia nie poruszana traci na żyzności" (Abramowicz, 1979, s. 14). Od chwili napisania tych słów minęło już prawie 600 lat, a jeszcze do dzisiaj w ziemi "rodzą się" garnki, a na powierzchni pól czy wydm znajdowane są fragmenty naczyń. Stanowią one najliczniejszą grupę zabytków archeologicznych. I paradoksalnie, te najbardziej kruche przedmioty, jakimi były naczynia gliniane stały się podstawowym wskaźnikiem pozwalającym na odtwarzanie mapy dawnego osadnictwa. Zmieniające się, charakterystyczne i jednocześnie typowe dla pewnego obszaru, w określonym czasie, formy naczyń pozwoliły archeologom na wydzielanie odrębnych kultur, a częstokroć ich kształtom czy zdobnictwu kultury archeologiczne zawdzięczają swe nazwy (np. kultura amfor kulistych, pucharów lejkowatych, grzebykowa, ceramiki sznurowej).


Najstarsza, ręcznie lepiona ceramika, licznie występująca na stanowiskach piaszczystych wzdłuż Narwi i Biebrzy związana jest z tzw. "kręgiem kultur strefy leśnej" Europy Wschodniej. Reprezentuje ona paraneolityczną kulturę niemeńską, której początki sięgają IV tysiąclecia p.n.e. Dla wczesnej fazy (Dubiczaj) tej kultury charakterystyczne są naczynia ostrodenne wykonane z gliny o dużej zawartości domieszki roślinnej, dla fazy późnej (sośnieńskiej) do gliny dodawano domieszkę mineralną, uzyskiwaną najczęściej z pokruszonego granitu. Naczynia cechuje bogata ornamentyka - rzędy prostokątnych odcisków stempli, guzków wypychanych od wewnątrz, otworków, wgłębień wyciskanych palcami, odcisków paznokciowych, a także karbowane, nacinane lub stemplowane krawędzie wylewów. Powszechne jest także przecieranie w różnych kierunkach powierzchni naczyń wiechciem trawy. Zanik kultury nastąpił prawdopodobnie około przełomu III i II tysiąclecia p.n.e.

Lepienie naczyń z wolnej ręki praktykowane było przez bardzo długi okres aż po wiek X nowej ery. Pod wpływem zmieniającej się mody, rozwoju gospodarczego, wprowadzano nowe kształty, nowe ornamenty. Z epoki brązu z naszego terenu znane są duże naczynia o esowatym profilu, starannie wykonane wazy i kubki, formy beczułkowate i jajowate o chropowaconych powierzchniach. Przełom starej i nowej ery przynosi naczynia gruszkowate i odwrotnie gruszkowate, bardzo liczne misy, czarki, kubki. Dla pierwszych dwóch wieków nowej ery charakterystyczna jest zróżnicowana ornamentyka, m.in. motyw meandra, różne kombinacje ukośnych kresek, odciski paznokciowe.

Z okresu między IV a IX wiekiem znaleziska archeologiczne są nieliczne, co wiąże się z wielkimi migracjami ludności na zachód i południe Europy.

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

  • Fragmenty naczyń kultury niemeńskiej,III tys. p.n.e., okolice Wizny
  • Kubek, wys. 5,5 cm,1150?900 p.n.e., Ołtarze Gołacze
  • Popielnica, wys. 19,4 cm,II w. Gródek
  • Naczynie gruszkowate, wys. 16,5 cm,I w. p.n.e., Miastkowo
  • Naczynie, wys. 21,2 cm,VI w., Tworki Skrodzkie

W X w. do wyrobu naczyń użyto koło garncarskie, urządzenie o ręcznym napędzie składające się z drewnianej okrągłej tarczy obracającej się na nieruchomej pionowej osi. Koło pozwalało modelować i obtaczać wcześniej ulepione naczynia.
koło sponowe
Ich górne partie pokrywano ornamentem pojedynczej lub wielokrotnej linii falistej wykonanej przy pomocy grzebienia garncarskiego. Wprowadzano poziome pasma z odciskami stempla, dookolne żłobki.
W XII w. koło udoskonalono, dodając na dole drugą, większą tarczę poruszaną nogami. Garncarz miał wolne obie ręce, mógł toczyć naczynia z bryłki gliny, pracował szybciej i bardziej precyzyjnie. Ulepszona technika nie wpłynęła dodatnio na ogólny wygląd naczyń. Dookolne żłobki robione rylcem lub patykiem zastąpiły wcześniejsze, skomplikowane ornamenty.
Na dnach kilku naczyń ze Starej Łomży i Pieniek Grodziska widnieją znaki garncarskie w postaci równoramiennego krzyża. Niektórzy badacze przypuszczają, że to znaki rozpoznawcze mogące wskazywać na istniejącą już pewnego rodzaju formę organizacji zawodowej, wyprzedzającą miejskie cechy zrzeszające rzemieślników.

Wiek XIV przyniósł kolejną nowość. W przedlokacyjnych ośrodkach miejskich (Łomża, Nowogród) zaczęto stosować nowy sposób wypału - w atmosferze redukcyjnej, polegającej na tym, że w końcowej fazie wypału odcinano dopływ powietrza do pieca. Tak wypalone naczynia przybierały barwę siwą. Zdobiono je przeważnie dookolnymi żłobkami powyżej największej wydętości brzuśca, odciskami stempli oraz (jeszcze przed wypałem) polerowanymi, najczęściej pionowymi pasmami różnej szerokości, które po wypale nabierały prawie czarnej barwy, kontrastującej z siwym czerepem. Siwaki były cenione przez użytkowników; przede wszystkim nadawały się do gotowania potraw, gdyż znosiły doskonale bezpośrednie działanie ognia. Długo współwystępowały z ceramiką czerwoną, a w XIX w. z Mazowsza importowano je na Warmię i Mazury.

  • Dzban, wys. 26 cm, XV w., Łomża
  • Garnek, wys. 20,8 cm, XI w., Truszki Zalesie
  • Tygiel, wys. 14,7 cm, XVII w., Łomża
  • Kubek, wys. 10,2 cm, XVIII w., Łomża
  • Garnek, wys. 21 cm, X w., Stara Łomża
  • Talerz, śr. 31 cm, XVIII w., Łomża
Tygiel

Nadzory archeologiczne nad różnego rodzaju pracami ziemnymi (wykopy pod fundamenty, zakładanie sieci sanitarnej itp.) prowadzone we wsiach i miastach dostarczają obfitego materiału ceramicznego. Nową, szesnastowieczną formą były różnej wielkości tygle, naczynia zaopatrzone w 3 stożkowate nóżki i tulejkowaty uchwyt lub jedno ucho. Na okres ten datuje się pierwsze naczynia polewane. Polewę stosowano oszczędnie, najczęściej pokrywano nią wnętrza garnków i dzbanków. Najpopularniejsze polewy miały barwy od miodowej po brąz, zielony kolor używany był sporadycznie.

Nie wszędzie jednak naczynia były ogólnodostępne. W Puszczy Kurpiowskiej gdzie "... nie jeżdżą zduni do garncy wołając..." za kradzież garnka Prawo Bartne spisane w 1616 roku przewidywało karę pieniężną w wysokości 50 groszy (w tym czasie funt słoniny kosztował 2-3 grosze, para butów 15-80 groszy, kura ok. 1 grosza).

Od XVII w. oprócz wyrabianych na miejscu, cenione były naczynia "importowane" z Kielecczyzny wykonane z białej glinki - jednouche garnki zdobione podszkliwnie ornamentem geometrycznym na załomach brzuśców oraz kubki. Z ośrodków kieleckich (m.in. Iłży, Kołaczyc) wysyłano wyroby Wisłą do Gdańska, skąd eksportowano je dalej. Być może więc, na nasze tereny były one przywożone przez powracających flisaków lub barki rzeczne dostarczające do Gdańska drewno i zboże.

Malowane wyroby garncarskie zaczęły wchodzić w użycie w XVII w. W wieku XVIII stanowiły one już produkt normalnej sprzedaży jarmarcznej, poszukiwany zarówno przez odbiorców wiejskich jak i mieszczan. Dekoracyjne były zwłaszcza głębokie talerze, które zastępowały dotychczas używane miski. Stylizowane motywy roślinne o stonowanych barwach malowano na tle z białej glinki, następnie pokrywano bezbarwnym szkliwem ołowiowym. Taki sposób zdobień przetrwał jeszcze w XIX wieku.

Nie znamy wykonawców naczyń, powszechnie przyjmuje się, że lepieniem zajmowały się kobiety w ramach swych obowiązków domowych, z chwilą wprowadzenia koła zawód garncarza przeszedł w ręce mężczyzn.

  • Bańka, wys. 27 cm, wyk. Władysław Saraczewski, Łomża, 1947 r.
  • Gar, wys. 25 cm, wyk. Władysław Saraczewski, Łomża, 1946 r.
  • Dzban, wys. 30 cm, wyk. Władysław Saraczewski, Łomża, 1949 r.
  • Garnek, wys. 17 cm, wyk. Władysław Saraczewski, Łomża, 1948 r.
banka_gar

Naczynia służyły nie tylko do przechowywania zapasów, przygotowywania potraw, czy ich spożywania. Od ok. 1300 p.n.e., po wiek IV n.e. w zwyczajach pogrzebowych powszechny stał się obrządek ciałopalny, w naczyniach - popielnicach składano spalone szczątki zmarłych, ozdoby, narzędzia; w przystawkach - pożywienie na dalszą drogę. Stosowano dwie formy pochówków: groby popielnicowe i groby jamowe. Popielnicami były zwykle naczynia duże (jajowate, wazowate, miski). Jako przystawki służyły małe miski, czarki, kubki. W grobach jamowych spotykamy oprócz resztek stosu pogrzebowego intencjonalnie potłuczone naczynia.

grob_popielnicowy300x439
  • Ciałopalny grób popielnicowy, II w., Miastkowo
grob_jamowy300x205
  • Ciałopalny grób jamowy, 900-750 p.n.e., Żebry Wielki

Na naszym terenie (Stara Łomża), na przykościelnym cmentarzysku szkieletowym wyjątkowo, po raz ostatni w XVII w. w obrządku pogrzebowym użyto naczyń: w dużym garnku złożono zwłoki noworodka, a przydenny fragment siwaka osłaniał twarz dziecka.

Trzeba wspomnieć o jeszcze jednej roli jaką w ciągu wieków spełniały naczynia użytkowe. Używano ich do zabezpieczania skarbów monet. Poczynione obserwacje na szerszym obszarze wykazują, że do ukrycia monet stosowano naczynia powszechnie w danym czasie i miejscu używane. Były to: garnki, dzbanki, dzbanuszki, amfory, flasze, skarbonki, sporadycznie gliniane kafle miskowe i garnkowe oraz płytowe. Najstarsza informacja, z 1842 roku, dotyczy odkrytego w Zbójnej skarbu monet rzymskich i kilku medalionów z I-II w.n.e. ukrytych w garnku.

Od średniowiecza garnki-garnce służyły jako miary pojemności. Naczyniami średniej wielkości mierzono płyny, dwa razy większymi, produkty sypkie. Garniec równał się: 2 półgarncom, 4 kwartom, 16 kwaterkom. Była to jednostka o różnej wielkości, charakterystycznej dla określonego terenu, mająca objętość od 2,18 do 4 litrów. W XIX, a nawet i później w książkach kucharskich często występuje jako miara mąki, mleka, śmietany, np. do blinków lub racuszków lekkich należało wziąć m.in. pół kwarty mąki starannie przesianej, kwaterkę młodej, kwaśnej śmietany.


W wieku XIX istniały dwa nurty produkcji garncarskiej. W miastach pracowali rzemieślnicy cechowi, produkujący lepsze technicznie wyroby, w które zaopatrywała się głównie miejscowa ludność. Mieszkańcy wsi nabywali naczynia na targach w najbliższych miastach lub u garncarzy wiejskich, traktujących garncarstwo jako zajęcie dodatkowe. Wyrabiali naczynia najbardziej potrzebne w gospodarstwie wiejskim, przede wszystkim garnki do gotowania, dzbany do wody, garnki do mleka oraz miski. Garncarze cechowi nazywali ich partaczami. Występowanie wiejskich warsztatów było całkowicie uzależnione od lokalnych pokładów gliny, podczas gdy miejscy rzemieślnicy sprowadzali odpowiedni surowiec nawet z daleka. Garncarze wiejscy produkowali głównie ceramikę siwą. W większych miastach prócz siwaków wyrabiano naczynia wypalane na czerwono, malowane i szkliwione.

pawel_borawskiPaweł Borawski podczas pracy na kole bezsponowym, Budy Mikołajka, 1973r.

 

W wieku XIX upowszechniło się, prawdopodobnie, na naszym terenie wśród garncarzy cechowych bezsponowe, dwutarczowe koło o ruchomej osi, które skróciło proces toczenia naczyń; dzięki temu wzrosła opłacalność produkcji, a wyroby uzyskały bardziej ujednolicony kształt. Można przypuszczać, że właśnie w tym czasie naczynia użytkowe otrzymały smuklejsze kształty, o brzuścach nie tak wypukłych jak w wiekach poprzednich.

Zestaw naczyń produkowanych przez garncarzy cechowych był bardzo szeroki. Różnej wielkości dzbany, bańki i naczynia flaszowate służyły do przenoszenia i przechowywania płynów (np. wody, oleju). Do przygotowywania i spożywania posiłków wyrabiano: maselnice, cedzaki, bańki, misy i miski, talerze, kubki, dwojaki, trojaki, formy do pieczenia ciast. Malowane podszkliwnie miski i talerze bywały elementem dekoracyjnym wiejskich izb do połowy XX wieku. Ustawiane na półkach stanowiły dowód zamożności i zaradności gospodyni. Używano je tylko z okazji świąt, na co dzień wystarczały tańsze, nie malowane miski. Wśród naczyń wyrabianych przez garncarzy dominowały garnki jedno lub dwuuszne. Służyły do przechowywania mleka, śmietany, posiłków, odciągania mleka. Do gotowania używano garnków różnej wielkości o dużo węższych od wylewu dnach, przystosowane do stawiania na trójnogach (drejfusach) nad odkrytym paleniskiem lub wpuszczania w blat kuchenny z fajerami. Kuchnie z paleniskiem pod żelazną płytą z otworami (zasuwanymi fajerami), w które wpuszczano garnki pojawiły się pod koniec wieku XIX i nazywano je "angielkami". W garnkach z prostymi ściankami, o kształcie słojów, magazynowano tłuszcze: łój, smalec, masło, trzymano również miód. Używano ich ponadto do produktów roślinnych, np. grochu, fasoli, kaszy. Do mleka, oprócz garnków i dzbanków wyrabiano również dzieżki. Specjalnie dla ludności żydowskiej produkowano garnki dwuuszne i jednouszne do przechowywania żywności na szabas, zwane szabasówkami i guglówkami.

Garncarze produkowali naczynia w zależności od pory roku, która powodowała zwiększony na nie popyt. Przed jesienią i zimą były to różne garnki (np. na grzyby i marmolady), makutry do ucierania maku zwane na naszym terenie donicami, formy do pieczenia ciast, a przed Wielkanocą foremki do babek. Przed żniwami dzbany i dzbanki do mleka i wody, wiosną doniczki i dzieżki. Od wiosny dwojaki i trojaki. Różne garnki, miski, talerze, dzbanki do kiszenia żuru były do nabycia przez cały sezon.

Produkcja naczyń trwała zwykle od wiosny do jesieni. Wypalano je w specjalnych, częściowo wkopanych w ziemię piecach, usytuowanych poza zabudowaniami, często po prostu w polu. "Garncarz zowie się ten co robi garnki gliniane, tj. toczy na kole garncarskim, suszy i wypala zwykle za wsią lub miasteczkiem w ziemnym piecu, (...) podobnym do kopca z ziemniakami." (Gloger, 1974, t. II, s. 180).


Szybko rozwijający się, szczególnie w drugiej połowie wieku XIX przemysł ograniczył rozmiar produkcji garncarskiej. Na rynek dostarczał on tanie malowane fajanse, seryjną porcelanę stołową i blaszane naczynia emaliowane. Pojawiły się one najpierw w bogatszych domach miejskich i wiejskich. Upowszechnienie się w końcu wieku XIX i początku XX tych fabrycznych, masowo produkowanych naczyń, tańszych i trwalszych od glinianych, spowodowało zmniejszenie popytu na wyroby garncarskie, zanik niektórych form i w rezultacie spadek opłacalności produkcji garncarskiej. W pierwszej kolejności zastąpiono duże naczynia zasobowe - dzbany i gary - blaszanymi wiadrami i kanami. Do gotowania coraz częściej używano garnków żeliwnych oraz wykonanych z blachy emaliowanej. Gliniane kubki, miski i talerze ustępowały miejsca fajansowym i tańszym blaszanym. Miejsce dekoracyjnych naczyń ustawianych na półkach w bogatszych wiejskich domach zajmowały malowane fajansowe miski i talerze, i podobnie jak poprzednio, używano ich tylko w święta. Przetrwały naczynia mające dużą użyteczność w gospodarstwie: dzbanki, garnki do mleka, śmietany, żuru, smalcu, grzybów, itp., donice, doniczki, formy do babek. W rezultacie gwałtownego spadku opłacalności produkcji garncarskiej (obniżenia cen, ograniczenia asortymentu) rzemiosło podupadło, pogorszyła się sytuacja materialna garncarzy, wiele pracowni uległo likwidacji, przede wszystkim wiejskich (partacze) produkujących siwaki, na które zapotrzebowanie zmalało. Chłopi chętniej nabywali lepszej jakości ceramikę czerwoną malowaną i glazurowaną, która coraz częściej docierała na okoliczne targi za pośrednictwem kupców handlujących tymi naczyniami. Kryzys, który dotknął garncarstwo był na tyle doniosły, że wyeliminował nie tylko wiele pracowni wiejskich, zostawiając po nich ślady w pamięci ludzkiej oraz czasami szczątki naczyń wskazujących miejsce np. wypału ale spowodował również likwidacje niektórych miejskich ośrodków garncarskich. W tym czasie zamarł ośrodek w Grajewie. W Kolnie przetrwał I wojnę światową tylko jeden garncarz. Nieźle przetrzymała ten kryzys Łomża gdzie do 1916 r. pracowało 15 garncarzy.

Trochę inaczej rzecz miała się na terenie Kurpiowskiej Puszczy Zielonej. W gospodarce opartej na wykorzystywaniu powszechnie dostępnego surowca jakim było drewno, garncarstwo nie miało takiego znaczenia jak w pozostałej części północno-wschodniego Mazowsza. Garncarze z Myszyńca czy Lipnik zbywali swoje naczynia często na zasadzie wymiany na produkty rolne. Handel wymienny wygodny dla nabywców stanowił barierę przed konkurencyjnością wyrobów przemysłowych. Spowolniło to trochę proces zarzucania wyrobu naczyń przez miejscowych garncarzy. Na wschód od Puszczy, gdzie duże znaczenie miały ośrodki miejskie, takie jak Łomża, Zambrów, Szczuczyn, Grajewo, sprawy wyglądały nieco inaczej. Systematyczny napływ coraz tańszych wyrobów przemysłowych ciągle ograniczał produkcję garncarską zarówno w zakresie rodzajów naczyń jak również ich ilości.

W kolejnych dziesięcioleciach, na skutek dalszego rozwoju przemysłu, znaczenie rzemiosła garncarskiego było coraz mniejsze. Zapotrzebowanie na naczynia gliniane wzrastało przejściowo po obu wojnach, ale zjawisko to było krótkotrwałe i nie zahamowało prawie całkowitego zaniku z końcem wieku XX tradycyjnego garncarstwa na terenie północno-wschodniego Mazowsza.

Przez kilka lat po I wojnie światowej odnotowano znaczny popyt na naczynia gliniane, lecz szybko, szczególnie w miastach, został on ograniczony przez wyroby przemysłowe. Chcąc utrzymać się na rynku garncarze zaprzestali produkcji siwaków na rzecz ceramiki wypalanej na czerwono, dekoracyjnie malowanej i szkliwionej. Obniżono również ceny. Prawie całkowicie zaprzestano produkcji niektórych naczyń, które nie znajdywały odbiorców, np. dwojaków i trojaków. Spadek opłacalności produkcji garncarskiej w Łomży próbowano powstrzymać organizując w latach dwudziestych garncarzy w zakłady, które pracowały systemem małych manufaktur i były nazywane "fabrykami". Przyniosło to wprawdzie pewne zyski, ale na krótko i zakłady wkrótce rozwiązano.

dzban_garnek
  • Dzban,wys. 30,5 cm,wyk. Stanisław Bajkowski, Łomża,1947 r.
  • Garnek do odciągania mleka,wys. 28,5 cm, wyk. Paweł Borawski, Budy Mikołajka, 1939 r.
  • Miska, śr. 24 cm, wyk. Władysław Krystkowicz, Myszyniec, 1947 r.

Zmniejszenie zapotrzebowania na wyroby garncarskie nie tylko ograniczyło wyrób naczyń, ale spowodowało również zamknięcie wielu pracowni. Przestał pracować garncarz w Kolnie. W latach trzydziestych zakończyły produkcję warsztaty: w Zambrowie (czerwona ceramika bez ozdób), Żebrach gm. Kolno (ceramika malowana w kwiaty, szkliwiona oraz siwaki), Grądach gm. Nowogród. Ośrodkami produkcji garncarskiej pozostawały w tym czasie Łomża, Szczuczyn i Myszyniec. W Łomży w roku 1934 istniały trzy warsztaty zduńskie (w historii tego rzemiosła garncarzy nazywano zdunami). Ogółem do cechu łomżyńskiego należało 9 garncarzy. W Myszyńcu pracowało wówczas 4 garncarzy. W drugim dużym ośrodku produkcji naczyń glinianych, w Szczuczynie było 6 garncarzy; czterech z nich mieszkało na jednej ulicy.

Garncarze zbywali swe wyroby sami, lub przez pośredników, często hurtowo. Odbiorcami hurtowymi byli głównie kupcy żydowscy. W latach powojennej prosperity dla rzemiosła kupowali oni cały piec naczyń jeszcze przed wypałem, co było korzystne dla garncarza a następnie sprzedawali naczynia na targach i jarmarkach oraz systemem handlu obwoźnego po okolicznych wsiach, gdzie najczęściej otrzymywali zapłatę w produktach rolnych, np. jajach, ziemniakach, słoninie, ale głównie w zbożu w stosunku 1:1, czyli jedno naczynie za ilość zboża mieszczącą się w tym naczyniu.

Władysław Krystkowicz ze swoimi wyrobami na targu w Myszyńcu, 1962 rfot. Władysław Krystkowicz ze swoimi wyrobami na targu w Myszyńcu, 1962 r

 

Niewiele posiadamy informacji na temat wyrobów garncarskich z okresu II wojny światowej. W Łomży, w latach okupacji, Niemcy zorganizowali przy fabryce kafli zakład garncarski, w którym zatrudnili miejscowych garncarzy oraz kilku pomocników. Nad tymi ostatnimi, jeżeli wykazali się odpowiednimi umiejętnościami przestawało ciążyć widmo przymusowej pracy w Niemczech. Zakład produkował naczynia wg wzorów narzuconych przez kierownika ? Niemca, który również sprowadzał gotowe polewy. Pracowali w nim doświadczeni garncarze, m.in. Władysław Saraczewski ze swoim bratem Leonem i synem Ryszardem oraz dwaj bracia Bajkowskcy (synowie Jadwigi, siostry Władysława), z których jeden, Stanisław, wyrabiał naczynia przez kilka lat po wojnie, razem z Saraczewskimi w ich warsztacie. Zmniejszenie zapotrzebowania na wyroby garncarskie nie tylko ograniczyło wyrób naczyń, ale spowodowało również zamknięcie wielu pracowni. Przestał pracować garncarz w Kolnie. W latach trzydziestych zakończyły produkcję warsztaty: w Zambrowie (czerwona ceramika bez ozdób), Żebrach gm. Kolno (ceramika malowana w kwiaty, szkliwiona oraz siwaki), Grądach gm. Nowogród. Ośrodkami produkcji garncarskiej pozostawały w tym czasie Łomża, Szczuczyn i Myszyniec. W Łomży w roku 1934 istniały trzy warsztaty zduńskie (w historii tego rzemiosła garncarzy nazywano zdunami). Ogółem do cechu łomżyńskiego należało 9 garncarzy. W Myszyńcu pracowało wówczas 4 garncarzy. W drugim dużym ośrodku produkcji naczyń glinianych, w Szczuczynie było 6 garncarzy; czterech z nich mieszkało na jednej ulicy.

Garncarze zbywali swe wyroby sami, lub przez pośredników, często hurtowo. Odbiorcami hurtowymi byli głównie kupcy żydowscy. W latach powojennej prosperity dla rzemiosła kupowali oni cały piec naczyń jeszcze przed wypałem, co było korzystne dla garncarza a następnie sprzedawali naczynia na targach i jarmarkach oraz systemem handlu obwoźnego po okolicznych wsiach, gdzie najczęściej otrzymywali zapłatę w produktach rolnych, np. jajach, ziemniakach, słoninie, ale głównie w zbożu w stosunku 1:1, czyli jedno naczynie za ilość zboża mieszczącą się w tym naczyniu.


Niewiele posiadamy informacji na temat wyrobów garncarskich z okresu II wojny światowej. W Łomży, w latach okupacji, Niemcy zorganizowali przy fabryce kafli zakład garncarski, w którym zatrudnili miejscowych garncarzy oraz kilku pomocników. Nad tymi ostatnimi, jeżeli wykazali się odpowiednimi umiejętnościami przestawało ciążyć widmo przymusowej pracy w Niemczech. Zakład produkował naczynia wg wzorów narzuconych przez kierownika - Niemca, który również sprowadzał gotowe polewy. Pracowali w nim doświadczeni garncarze, m.in. Władysław Saraczewski ze swoim bratem Leonem i synem Ryszardem oraz dwaj bracia Bajkowskcy (synowie Jadwigi, siostry Władysława), z których jeden, Stanisław, wyrabiał naczynia przez kilka lat po wojnie, razem z Saraczewskimi w ich warsztacie.


Po II wojnie światowej ponownie na krótko wzrósł popyt na naczynia garncarskie. W Łomży pracowało wówczas czterech garncarzy, w Szczuczynie - jeden, w Budach Mikołajce - jeden, Zaruziu koło Miastkowa - jeden, Rogienicach Wielkich - dwóch, w Myszyńcu - dwóch. Wyrabiali głównie garnki do mleka, dzieżki, garnki o prostych ścianach do tłuszczów, miodu i grzybów, dzbanki, makutry (donice) oraz doniczki i podstawki do nich. Zaprzestano wyrobu naczyń szabasowych. Masowe upowszechnienie się naczyń emaliowanych i ocynkowanych w latach 60. spowodowało wycofanie produkcji większości wyrobów garncarskich. Najdłużej używano w gospodarstwach domowych glinianych garnczków i dzbanków do śmietany oraz kiszenia żuru, tzw. barszczaków. Polityka gospodarcza państwa także nie sprzyjała rozwojowi garncarstwa, które traktowane było jako rzemiosło ze wszystkimi konsekwencjami fiskalnymi. Brak perspektyw rozwoju i godziwego zarobku pozbawił garncarzy uczniów i spowodował powolną likwidację warsztatów.

Ryszard Saraczewski ze swoimi wyrobami na targu w Łomży, 1977 r.fot. Ryszard Saraczewski ze swoimi wyrobami na targu w Łomży, 1977 r.

 

 

W latach 50. zamknął pracownię garncarz w Zaruziu i przez kilka lat pracował razem z Pawłem Borawskim we wsi Budy Mikołajka. W latach 60. zakończył działalność ośrodek w Rogienicach Wielkich. Pod koniec lat 70. pracowali jeszcze: Ryszard Saraczewski w Łomży, Paweł Borawski w Budach Mikołajce, Zygmunt Grajewski w Szczuczynie oraz Jan Krystkowicz w Myszyńcu. Produkowali głównie doniczki do kwiatów. Próbując trafić w gust współczesnego odbiorcy wyrabiali doniczki o różnych kształtach i rozmiarach, bogato zdobione i malowane przeznaczone np. do palm czy kaktusów a także specjalne wazony, które stawiano na grobach. Niektórzy z garncarzy współpracowali z Cepelią lub realizowali większe zamówienie np. na poidła dla młodych bażantów. Produkowano również naczynia miniaturowe o nowych kształtach lub naśladujących tradycyjne formy użytkowe, przemyślnie zdobione (R. Saraczewski) lub zgrzebne (Z. Grajewski). Garncarze sami rozwozili swoje wyroby po okolicznych targach i jarmarkach. Jan Krystkowicz sprzedawał w Myszyńcu oraz Kadzidle i Łysych, Ryszard Saraczewski w Łomży, Paweł Borawski w Łomży, Jedwabnem i Kolnie, Zygmunt Grajewski w Szczuczynie, Grajewie i Ełku oraz na festynach folklorystycznych (Ciechanowiec).

 

 

 

Wraz ze śmiercią ostatnich garncarzy pod koniec XX wieku likwidacji uległy ich pracownie. Pierwszy odszedł Paweł Borawski, następnym był Ryszard Saraczewski, a potem Zygmunt Grajewski. Jan Krystkowicz w Myszyńcu już od kilku lat nie pracuje.

Jan Krystkowicz ze swoimi wyrobami na targu w Myszyńcu, 1984r.Jan Krystkowicz ze swoimi wyrobami na targu w Myszyńcu, 1984r.

 

 

 

 

 

 

 

 


Tradycyjne rzemiosło garncarskie było zajęciem ciężkim fizycznie i wymagającym dużej wiedzy nabywanej w ciągu wielu lat pracy. Prócz określonych umiejętności zawodowych każdy z garncarzy posiadał, przekazywane pokoleniowo oraz wynikające z własnego doświadczenia, tylko sobie znane sposoby i kruczki umożliwiające najlepszy wyrób naczyń. Zdecydowana większość garncarzy uczyła się zawodu w rodzinie, rozpoczynając w wieku dziecięcym od najprostszych prac pomocniczych. Zwykle ojciec przekazywał swoje umiejętności synowi: Władysław i Ryszard Saraczewski to 5. i 6. pokolenie garncarzy, Zygmunt Grajewski - 3. pokolenie, Jan Krystkowicz również 3., ale w tej rodzinie zawód dziedziczono każdorazowo po stryju. Młodzi uczyli się powoli poczynając od przygotowania surowca, a kończąc na najważniejszym, czyli tajnikach wypału.

Proces wyrobu naczynia składał się z trzech zasadniczych etapów: przygotowania gliny, toczenia i wypalania. Do tego dodać należy odpowiednie suszenie naczyń oraz zdobienie, a więc malowanie i szkliwienie.

Materiał garncarski - glina (krzemian glinowy) występująca na naszym terenie jest żelazista, dlatego naczynia po wypale są czerwonawe. Garncarze wykorzystywali pobliskie złoża gliny lub, poszukując lepszego materiału, przywozili ją z daleka. Łomżyńscy rzemieślnicy korzystali najpierw
z miejscowych pokładów i ze złoża w Rogienicach Wielkich, później sprowadzali glinę spod Ciechanowa a nawet ze Złotorii (gm. Choroszcz). Garncarze ze Szczuczyna brali glinę z cegielni w Ełku, garncarze z Myszyńca przywozili glinę z Wolkowych, potem z Lipnik.

Rozróżniano glinę chudą i tłustą. Pierwsza posiada dużą domieszkę piasku i nie nadaje się do wyrobu naczyń. Tłusta jest bardziej plastyczna, zwarta, ale naczynia z niej łatwo pękają podczas wypału. Garncarze dodawali do niej miałkiego piasku lub chudej gliny. Składowano ją w specjalnych dołach, gdzie leżała przez pewien czas, a bywało, że i przez całą zimę. Wydobytą z dołu i zwilżoną glinę zbijano drewnianą pałką w jedną bryłę, którą kilkakrotnie strugano na wióry drutem lub specjalnym sierpem w celu usunięcia wszelkich zanieczyszczeń takich jak: szczątki roślinne, kamyki, margiel. Najgorszy był margiel, gdyż jego ziarenka powodowały łuszczenie powierzchni, pękanie i rozpadanie się naczyń. Po II wojnie światowej do przygotowania gliny każdy z garncarzy, na naszym terenie, używał gniecidła. Były to dwa wałki o regulowanej odległości, poruszane korbką, kruszyły nawet drobne kamyki. Oczyszczoną glinę polewano ponownie wodą i wyrabiano jak ciasto rękoma lub mieszano nogami. Z wyrobionej gliny garncarz formował wałek, który ciął drutem na porcje - klusy. Toczono z nich naczynia, które następnie suszono przez kilka dni w zależności od pory roku i wilgotności powietrza. Na tym etapie naczynia były zdobione, czyli malowane i szkliwione lub tylko szkliwione. Do malowania używano najczęściej białej glinki zwanej pobiałką. Szkliwo wykonywano z ołowiu utlenianego na ogniu w specjalnym, żelaznym garnku. Pozyskany w ten sposób tlenek ołowiu mielono w żarnach na proszek, którym posypywano naczynia zamoczone w krochmalu z żytniej mąki. W ten sposób uzyskiwano szkliwo bezbarwne, przezroczyste. Brązowy kolor naczyń, częsty na naszym terenie, otrzymywano dodając do szkliwa tlenek żelaza a zielony - tlenek miedzi.

Ryszard Saraczewski w warsztacie, Łomża 1979 rRyszard Saraczewski w warsztacie, Łomża 1979 r

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Dużych umiejętności i doświadczenia wymagało ustawienie naczyń do wypału, tak aby były równomiernie wypalone, a piec jak najlepiej wykorzystany. Po II wojnie światowej wypalano w piecach znajdujących się wewnątrz budynków, gdzie były pracownie garncarskie. Układano w nich około 300 a nawet więcej naczyń, od największych na dole, potem coraz mniejszych, a na wierzchu miski odwrócone dnem do góry, by zapobiec zbyt szybkiemu odpływowi gorącego powietrza. Piec zamurowywano na czas wypału, pozostawiając małe drzwiczki. Wypał trwał zwykle kilkanaście godzin.

Paweł Borawski w warsztacie, Budy Mikołajka, 1973 r.Paweł Borawski w warsztacie, Budy Mikołajka, 1973 r.

 

Rodzaj produkowanych naczyń zależał od ich przydatności, czyli funkcji użytkowej. W gospodarstwie domowym używano najczęściej różnej wielkości garnków jedno i dwuusznych. Ich dna są znacznie węższe od wylewów, maksymalne wybrzuszenie powyżej połowy wysokości naczynia, a krótka szyjka zakończona jest odchylonym kołnierzem lub tylko lekko pogrubionym wylewem. Typologicznie do tej grupy naczyń należą dzieżki (bez ucha). Z naczyń dzieżkowatych o maksymalnym wybrzuszeniu nieco poniżej połowy ich wysokości składano dwojaki i trojaki. Dzbany i dzbanki są w miarę smukłe, o niewielkim dnie, a największym wybrzuszeniu poniżej połowy wysokości. Brzusiec łagodnym przewężeniem przechodził w szyjkę o pogrubionej krawędzi wylewu. Miski również o małych dnach mają odchylone na zewnątrz ścianki o nieznacznym wybrzuszeniu, wylew zakończony szerokim poziomym lub pionowym, często profilowanym kołnierzem.


Większość naczyń pokrywana była szkliwem oszczędnie, tylko wewnątrz. Nie szkliwiono makutr - donic do ucierania maku. Duże gary, dzbany oraz dzbanki, dwojaczki, garnuszki do picia, czasami doniczki pokrywano szkliwem obustronnie. Zewnętrzną stronę naczyń ozdabiano zwykle powyżej maksymalnego wybrzuszenia białą glinką lub rytem, albo jednym i drugim. Dekoracja była powściągliwa. Motywy zdobnicze to najczęściej jedna lub kilka dookolnych linii prostych lub falistych. Często na szerszym białym pasie występuje falisty ryt odsłaniający naturalny kolor czerepu. Linie malowane wykonywano pędzelkiem, a ryte patykiem, gwoździem lub nożykiem. Duże dzbany i gary zdobiono dookolnymi, prostymi liniami rytymi. Krawędzie niektórych garnków i doniczek posiadają zdobienia wykonane radełkiem. Na miskach występuje ornament roślinny w postaci schematycznie potraktowanych gałązek wykonany pobiałką podszkliwnie. Podobne, schematyczne motywy występują na kilku dzbanach wykonanych tuż po II wojnie światowej, będąc dalekim wspomnieniem zdobnictwa przedwojennego.

Trwające na naszym terenie przez tysiąclecia rzemiosło garncarskie, produkujące użytkowe naczynia gospodarcze, choć wydaje się to nieprawdopodobne, z końcem wieku XX przestało istnieć.


WAŻNIEJSZA BIBLIOGRAFIA

ABRAMOWICZ ANDRZEJ
1979 Urny i ceraunie, Łódź

CIESIELSKI ZYGMUNT
1968 Z badań nad garncarstwem ludowym w województwie
białostockim, "Lud" T. 52, Wrocław

GĄSSOWSKI JERZY
1985 Kultura pradziejowa na ziemiach Polski. Zarys. Warszawa

GŁOWA ZOFIA BARBARA
1956 Materiały do mapy ośrodków garncarskich w Polsce, "Polska
Sztuka Ludowa", R. 10, nr 2

KUCZYŃSKA URSZULA
2004 Bartnictwo Kurpiowskiej Puszczy Zielonej, Wilczyska - Łomża

PAPROCKA WANDA
1964 Garncarstwo ludowe na terenie dawnej Puszczy Zielonej
od końca XIX w. do chwili obecnej [w:] Kurpie Puszcza Zielona,
Wrocław - Warszawa - Kraków

POWIDZKI JANUSZ
1977 Ceramika, Warszawa

REINFUSS ROMAN
1955 Garncarstwo ludowe, Warszawa

SZYMCZAK KAROL
1995 Epoka kamienia w Polsce północno-wschodniej na tle
środkowoeuropejskim, Warszawa

  • Garnek i dzieżka, wys. 18 cm,wyk. Zygmunt Grajewski, Szczuczyn, 1987 r.
  • Garnczki, wys. 11 cm, 12,5 cm,wyk. Ryszard Saraczewski, Łomża, 1987 r.
  • Dwojaki, wys. 19 cm,wyk. Jan Krystkowich, Myszyniec, 1984 r.

 

 

 

 

 

 

 

 

 


Wydawnictwo "Lepione, toczone" jest poszerzeniem tematu wystawy eksponowanej pod tym samym tytułem w salach Muzeum Północno-Mazowieckiego w Łomży.
Opowiada o dziejach rzemiosła garncarskiego na naszym terenie od III tys. p.n.e. aż do wieku XX., o istocie tego zawodu - wyrobie naczyń, które jeszcze niezbyt dawno temu służyły do wody, mleka, tłuszczów, miodu, itp. a także do gotowania i przechowywania posiłków. Wyobraźmy sobie, że talerze, kubki, filiżanki, miski, które używamy na co dzień, niegdyś były wykonywane przez garncarzy. W pradziejach naczynia gliniane pełniły jeszcze jedną ważna funkcję; składano w nich spalone szczątki zmarłych.

W wydawnictwie tym zamieszczone zostały również zdjęcia garncarzy w ich pracowniach, kolorowe fotografie naczyń typowych dla naszego regionu oraz informacje o garncarzach i zawodzie garncarskim.
Scenariusz wystawy i tekst katalogu: Jolanta Deptuła, Wiesława Pawlak
Aranżacja plastyczna wystawy: Antoni Mieczkowski
Montaż wystawy: Zbigniew Dardziński, Jarosław Kurpiewski
Fotografie: Bolesław Deptuła, Zygmunt Dudo
Wystawa ze zbiorów: Muzeum Północno-Mazowieckiego w Łomży
Skansenu Kurpiowskiego im. Adama Chętnika w Nowogrodzie
Opracowanie plastyczne katalogu: Antoni Mieczkowski
Montaż elektroniczny katalogu: Tadeusz Babiel
Wydawca: Muzeum Północno-Mazowieckie w Łomży
Druk: Drukarnia Kamil Borkowski
Na okładce: Garnek, wys. 23 cm, XVII w., Łomża
Gar, wys. 27,5 cm, wyk. Władysław Saraczewski, Łomża, 1948 r.
500. wystawa czasowa w Muzeum Północno-Mazowieckim w Łomży

 


Czy wiesz...

Wwazy bucchero - wyrób ceramiczny o silnie połyskliwej powierzchni, produkowany przez Etrusków w pierwszej połowie VII wieku z czarnej gliny. Lepione ręcznie lub modelowane na kole, przybierały skomplikowane formy, wzbogacone ostrym rozczłonkowaniem kształtu i dekoracją plastyczną. Swój kolor zawdzięczają związkom manganu i delikatnie sproszkowanym substancjom organicznym, dodawanym do gliny.