Ewa Zalewska-Makarewicz z Zielonej Góry dzieli się wrażeniami z kursu ceramiki w pracowni "Ogniem Malowanej"

Ewa Zalewska-Makarewicz przy kole garncarskimFerie to bardzo dobry moment, aby rozpocząć przygodę z ceramiką. Swój czas na szkolenie z technik ceramicznych i sztuki garncarstwa poświęciło małżeństwo Ewy i Macieja Makarewiczów. Rozmowę poprowadziła Anna Baranowska.

Anna Baranowska: Przejechałaś 500 kilometrów, by nauczyć się podstawowych technik ceramicznych. Dlaczego wybrałaś Giżycko? Zabrakło pracowni bliżej położonych?
Ewa Milczarek: Przeglądałam w Internecie dziesiątki ofert. W pobliżu mojego miejsca zamieszkania nie znalazłam żadnej konkretnej. Propozycja Ogniem Malowanej trafiła do mnie. Wiele manufaktur ceramicznych po prostu sprzedaje swoje produkty, a na ich stronach internetowych brak konkretnych informacji dotyczących nauki. Kurs ceramiczny Grażyny Lachowicz ze swoim bogatym programem szczególnie do mnie trafił. Wiedziałam czego mogę się spodziewać. Zrealizowałyśmy wszystkie punkty programu, szkliwienie zaczniemy za chwilę.

A.B.: Z wykształcenia jesteś filozofem. Jak świat idei przystaje do mazistej gliny?
E.M.:
Znakomicie. W życiu parałam się różnymi rzeczami. Robienie doktoratu z filozofii nie przeszkodziło mi w prowadzeniu biura poselskiego. Zresztą do tej pory kontynuuję współpracę, zajmując się redagowaniem rozmaitych pism, prowadzeniem korespondencji panu posłowi. Ale wracając do gliny? Na pomysł kształcenia w giżyckiej pracowni wpadliśmy wspólnie z mężem Maćkiem. On zdobył podstawy garncarstwa, ja lepienia. W domu podzielimy się nową wiedzą i umiejętnościami.

A.B.: Czy coś szczególnego zwróciło Twoją uwagę podczas zajęć?
E.M.: Starałam się przyswoić sobie wszystkie techniki prezentowane przez moją nauczycielkę Grażynę Lachowicz. Przyznam, że pojawiały się momenty, kiedy szkoda mi było dopracowywać prace, bo chciałam jak najpełniej zapoznać się i obyć z gliną. Jestem bardzo dumna z baranka, który powstał na samym początku. Wysłałam Maćkowi zdjęcie, a on zamieścił je jako fototapetę  w swoim komputerze.

A.B.:
Czy któraś z technik przypadła ci szczególnie do gustu?
E.M.: Wszystkie są ciekawe. Zaintrygowała mnie możliwość ich łączenia, co powinno dać bardzo ciekawe efekty. Niesamowitym urządzeniem jest koło garncarskie. Dzbanek z wałeczków lepi się kilka godzin, przy użyciu koła powstaje w kilka minut. Już teraz mam pomysły na wspólne prace, moje i męża. On utoczy główną bryłę przedmiotu na kole, ja dorobię potrzebne elementy z wałków. Dzięki takiej kooperacji glina powinna równomiernie przesychać.

A.B.: Założycie pracownię ceramiczną w Zielonej Górze?
E.M.: Myślimy o tym. Z tego mogą być pieniądze, ale czy taki biznes może stać się w przyszłości jedynym źródłem utrzymania? Czas pokaże.

A.B.: Życzę powodzenia w realizacji planów!
E.M.: Bardzo dziękuję i polecam wszystkim kurs ceramiki i kurs garncarski w pracowni Ogniem Malowana!

Fotogaleria:

Share |


Czy wiesz...

Wwazy bucchero - wyrób ceramiczny o silnie połyskliwej powierzchni, produkowany przez Etrusków w pierwszej połowie VII wieku z czarnej gliny. Lepione ręcznie lub modelowane na kole, przybierały skomplikowane formy, wzbogacone ostrym rozczłonkowaniem kształtu i dekoracją plastyczną. Swój kolor zawdzięczają związkom manganu i delikatnie sproszkowanym substancjom organicznym, dodawanym do gliny.